
brażam sobie dzisiejsze popołudnie spacerując pod bramą brandenburską czy kudamemm. Mijają mnie obcokrajowcy. Na ipodzie pojawia się turecki Przed oczami widzę malucha z reklamą Kebab Ahmed. Teraz bloki przypominają mi tureckie osiedla, duszne powietrze i mało roślinności (koniec zimy brak liści na drzewach), mijające mnie kobiety w chustach oraz panowie popijający cay na ulicyTeraz ten świat wyglądał inaczej. A może by tak spojrzeć z perspektywy bogatej Europy? Tak jestem w Paryżu właśnie jadę do szkoły na lekcje francuskiego. Ludzie w samochodach stali się jacyś ładniejsi, pojazdy takie czyste i bogate. Ulica nagle porządna jak w Paryżu( ipod gra Rim-K). Od razu lepiej się myśli.
Wsiadam do autobusu,. jak do Londyńskiego metra. Wyobrażam sobie grupę obcokrajowców z boomboxem z którego rozbrzmiewa grime (na ipodzie wskakuje mi Wiley). Jadę wspaniałym szybkim metrem. Autobus mojej ,,ulubionej’’ zawsze ,,punktualnej’’ linii stał się teraz nowoczesnym środkiem lokomocji, obrazy mijają mnie co raz szybciej przecież jedzie 250 km/h , za chwile pewnie zobaczę Big Bena
Jakoś lepiej mi się jedzie nawet stojąc w duchocie i ścisku. Nie no jadę metrem to normalne przecież jemu można wybaczyć. Pojawia mi się obraz stacji benzynowej i hotelu jak na niemieckiej autostradzie. Tak, stacja jest ładniejsza taka bardziej europejska niż zwykle. Mijające mnie tiry z zagranicznymi rejestracjami uświadamiają mi, że chyba jednak coś znaczymy. Jesteśmy miejscem w którym spotykają się samochody z całej Europy. Hmm nie wiem teraz w jakim języku się odezwać: Co słychać? słyszę… hmmm czar prysł powracam do rzeczywistości ( na ipodzie wskakuje mi Paluch i słyszę jak żyje się na piątkowie). A tak mi się dobrze jechało przecież samochody były takie porządne niemieckie, ulice urocze jak francuskie, słońce ogniste jak w hiszpani, zapach orientalnych przypraw jak w Stambule, a mieszanka kulturowa jak w Londynie…Wcale nie jadę metrem na lekcję francuskiego, wcale nie zobaczę Big Bena i nie spędzę popołudnia Pod Bramą Brandenburską. Czemu powrót do rzeczywistości mnie tak rozczarował. Czemu dobiła mnie reklama ,,dobre bo Polskie?’’Czy my musimy się dowartościowywać? Dlaczego zawsze płaczemy, że w szklance soku jest tylko nalane do połowy?Czemu nie cieszymy się ,że w ogóle tą połowie mamy? Czemu za oryginalny strój nazywani jesteśmy dziwakami i wytykani palcami? Przez cały czas musimy się dowartościowywać. Dlaczego premier chce stworzyć drugą Irlandię, a nie nową Polskę. Jesteśmy w tyle za całą Europą od wieków. Szukaliśmy korzeni u Sarmatów.
Po co? Żeby dodać sobie historyczności, prestiżu i kultury. Nie nadążamy za europejskimi standardami i postępem technicznym Zależy nam na tym żeby zagrabić pieniądze tylko dla siebie .Zachowujemy się jak społeczeństwo pierwotne ograniczamy się do naszego domu i mieszkania. Jak w taki sposób dogonimy Europę? Przeładowanym programem w szkołach i czasem bezużytecznych zagadnień? W Niemczech materiał z polskiej pierwszej klasy liceum przerabia się w ostatniej.Żyć w innym kraju? Bardzo chętnie? Jakim? Może Polskim, zmienionym, nowoczesnym i takim z którym liczą się wszyscy? Marzenie ? Może, ale to zależy od nas. Nie wierzycie? Naprawdę!Chcecie się czuć dobrze w swoim kraju? Ja chce, ale niestety tak się nie czuje.

Spacerując po ogromnej ulicy na której swoje sklepy miał min. Louis Vuitton czy Cartier
nie mogłam powstrzymać się od zrobienia sobie zdjęcia przy sklepie Nike Paris gdzie na ścianie naklejona była wielka postać mojego ulubionego piłkarza Cristiano Ronaldo.
Następnie udaliśmy się spacerem na największy plac Concorde w Paryżu ze słynną egipską iglicą oraz przepiękną fontanną.
Stamtąd przeszliśmy ogrody Tuileres i dotarliśmy do Luwru. W jednym z największych muzeum świata spędziliśmy około trzy godziny. Na zwiedzenie całego Luwru potrzeba by było całego dnia.
Dlatego w ekspresowym tempie zobaczyłam cudowne apartamenty Napoleona III, dział egipski, mezopotamski, grecki oraz słynną Mona Lisę
Wyczerpani po zwiedzaniu ogromnego muzeum przeszliśmy pieszo min. przez Rue De Rivoli, gdzie znajdują się najwytrawniejsze francuskie marki odzieżowe(nieopodal na Rue De Royale można spotkać butiki Diora, Chanel itp.) w kierunku Centrum Pompidou. Budynek ten charakteryzuje się widocznymi na zewnątrz licznymi kolorowymi rurami i rusztowaniami. Spragnieni zakupów mieliśmy trochę czasu wolnego w podziemnym centrum handlowym Forum.
Rue Berger koło, której znajdowały się wspomniane hale Forum roiła się od fantastycznie i charakterystycznie ubranych jak w amerykańskich hip hopowych teledyskach murzynów oraz innych ,,kolorowych’’ francuzów. Na tej niezwykle dla mnie klimatycznej i swojskiej ulicy można było kupić przez siebie zaprojektowaną koszulkę oraz ubrania wykonane sprejem. W samych halach czułam się trochę jak w Stanach albo nawet w Afryce bo niewiele było rdzennych francuzów co właściwie mi bardzo pasowało. Na koniec moich zakupów sympatyczny sprzedawca, który gdy dowiedział się ,że jestem z Polski przywitał mnie łamanym ,,dzień dobry’’ i pożegnał zwrotem ,,Ciao Bella’’
widok na katedrę ze statku wycieczkowego.Niestety tym miłym akcenem zakończyłam swoją przygodę z Paryżem.
na paryskich salonach....


Gdy udawaliśmy się w stronę autokaru przeraziła nas kolejka po b




Wyjeżdżając z La Defense pośród wielkich szklanych wieżowców znajdowało się jedno małe betonowe boisko na ,którym murzyni grali w koszykówkę, stanowiło to wielki kontrast z tymi wielkimi drapaczami chmur.Bardzo miło sie usmiechali i machali do nas:)




Następnie zobaczyliśmy najstarsze drzewo w Paryżu oraz średniowieczne kamienice na ulicy Saint Julien le Paurve.




Potężny budynek i bogato zdobiona kopuła przykuwała wzrok z daleka. Po zrobieniu sobie właściwie przez większość grupy zdjęcia z przemiłym panem strażnikiem weszliśmy do wnętrza. Znajdował się tam grób Napoleona oraz w gablocie jego mundur. Niestety, ale był to jedyny zabytek, który tak naprawdę rozczarował mnie. Zmęczeni całodziennym zwiedzaniem miasta czekał nas chyba upragniony deser czyli spacer ulicami do Tour Eiffel. Trochę zawiedzeni pogorszeniem się pogody i deszczykiem staliśmy około 40 minut w kolejce do kontroli bagażu oraz w długiej kolejce po bilety i wejście do windy. Mimo takiej dużej ilości chętnych przeróżnych narodowości warto nawet stać pół dnia, aby dotrzeć na sam szczyt. Wrażenie samego wjazdu jest niesamowite. Wspinaliśmy się szklaną windą pośród żelaznych konstrukcji i zapierającego dech w piersiach widoku na poziom drugi. Tam też znajdują się liczne sklepiki z pamiątkami ,kawiarnie i taras widokowy. Aby dostać się na sam szczyt wieży musieliśmy przesiąść się na drugą windę. Kolejny wjazd był tak samo ekscytujący. Mimo, że taras był okratowany nie przeszkadzało to w podziwianiu przepięknego słonecznego Paryża. Z góry dopiero można było dostrzec przerażający ogrom tej jedenastomilionowej aglomeracji, która wydawała się miastem nie mającym końca. Gdyby tylko czas na to pozwolił chętnie zostałabym na samej górze większość dnia i podziwiała uroki stolicy Francji. 

Jednak nie był to koniec wrażeń. Po zjeździe z wieży przespacerowaliśmy się na taras Palais de Chaillot żeby podziwiać najpiękniejszy widok w całym Paryżu na wieżę Eiffela. Oprócz turystów z aparatami u zbiegu schodów brzmiała czarna muzyka i było bardzo dużo młodzieży. Uliczni tancerze rozpoczęli pokaz swojego przygotowanego pokazu z elementami breakdancu. Publika bardzo żywo reagowała, za pewne takiego widoku ,specyficznego klimatu nie poczujecie w sztywnym Poznaniu. Niestety musieliśmy już udać się w stronę autokaru, który czekał aby odwieźć nas do podparyskiej miejscowości Fontenay- Tresigny gdzie znajdował się nasz hotel. Lokalizacja hotelu dla mnie przynajmniej posiadała jeden plus musieliśmy przejechać część Paryża co umożliwiło mi przyjrzenie się wielkomiejskiemu życiu, idealnym budynkom, zatłoczonym przez rowery na magnes i bardzo popularne skutery chodnikom. Przepięknym na każdym kroku parkom, gdzie ludzie rozkładali się na równiutkiej trawce ,grali w piłkę czyli po prostu odpoczywali od ruchliwego centrum w, którym tak naprawdę się znajdowali.
